Gdy nic nie możesz zrobić, wypij filiżankę herbaty

Filiżanka herbaty, Krystyna Bezubik
fot. Dominika Podoba

Od ponad tygodnia mam poczucie, że żyjemy w dziwnych czasach. Dziwnych, bo kompletnie nowych. Szaleje wirus, którego boi się cały świat i nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Moje też. Nagle z dnia na dzień dowiedziałam się, że odwołano moje szkolenia. Wyjazdy, o których myślałam z radością, rozpłynęły się we mgle. W ciągu jednego dnia wszystko się zmieniło.

Nie mam wpływu na to, co się dzieje wokół mnie. Nie mam wpływu na wirusa, na decyzje rządu, ale mam wpływ na to, jak podejdę do tej sytuacji i jak się będę w niej czuła. Wiem jedno – to też minie. Nic nie trwa wiecznie i ten czas też minie. Jak wszystko do tej pory.

Dzisiaj dzielę się z Wami nagraniem transmisji live w trakcie której opowiadałam, jak sobie teraz radzę, jak sobie pomagam. Dodatkowo przekazuję Wam opowiastkę o piciu herbaty.

O pisaniu i radzeniu sobie w tych dziwnych czasach

Filiżanka herbaty, gdy już nie ma innego wyjścia

Zawsze jest coś, co możemy zrobić z poszczególnymi składnikami naszego dnia, nawet, jeśli nie jest to nic innego, jak siedzenie i delektowanie się naszą ostatnią filiżanką herbaty. Następną historię opowiedział mi emerytowany nauczyciel, który służył w brytyjskiej armii podczas II wojny światowej.

            Patrolował lasy birmańskie; był młody, daleko od domu i bardzo przerażony. Powrócił zwiadowca z jego patrolu, by opowiedzieć kapitanowi mrożące krew w żyłach wieści. Ich mały patrol natknął się na pokaźną ilość oddziałów japońskich. Przewyższały ich liczebnie i zupełnie otoczyły. Młody brytyjski żołnierz przygotował się na śmierć.

Spodziewał się, że kapitan rozkaże ludziom utorować sobie drogę….

…i jakoś wydostać się stamtąd: była to męska rzecz do zrobienia. Być może ktoś by podołał. Jeśli nie, no cóż, może wzięliby ze sobą na śmierć kilku wrogich żołnierzy; tak postępowali żołnierze.

            Ale nie żołnierz, który był kapitanem. Rozkazał swoim ludziom nie ruszać się z miejsca, usiąść i napić się filiżankę herbaty. To była, ostatecznie, brytyjska armia!

            Młody żołnierz pomyślał, że jego dowódca oszalał. Jak można myśleć o filiżance herbaty, gdy jest się otoczonym przez wroga, bez żadnego wyjścia, mając zaraz umrzeć? W wojsku, szczególnie podczas wojny, rozkazów trzeba słuchać. Wszyscy zrobili to, co uważali za ostatnią w swoim życiu filiżankę herbaty. Zanim dopili ostatni łyk, wrócił zwiadowca i szepnął coś kapitanowi. Kapitan poprosił ludzi o uwagę.

– Wróg przeniósł się – oznajmił. – Teraz mamy wyjście. Pakujcie swój ekwipunek szybko i bez hałasu – idziemy!

Wszyscy wydostali się bezpiecznie

…dzięki czemu mógł opowiedzieć mi tę historię wiele lat później. Powiedział mi, że zawdzięcza swoje życie mądrości tego kapitana, nie tylko w wojnie w Birmie, ale też w licznych sytuacjach potem. Zdarzyło mu się kilka razy w życiu, że czuł się niczym otoczony przez wroga, przewyższającego go liczebnie, bez żadnego wyjścia, mającego zaraz umrzeć. Za „wroga” uważał poważną chorobę, potężne trudności i tragedię, z których nie było widać wyjścia. Gdyby nie doświadczenie z Birmy, próbowałby jakoś sforsować problem, co niewątpliwie jeszcze by go pogorszyło. Zamiast tego, kiedy śmierć lub śmiertelne kłopoty otoczyły go ze wszystkich stron, po prostu usiadł i zrobił sobie filiżankę herbaty.

            Świat stale się zmienia; życie płynie. Wypił herbatę, zebrał siły i czekał na moment, który zawsze przychodzi wówczas, kiedy on będzie w stanie zrobić coś skutecznego, na przykład – uciec.

            Dla tych, co nie lubią herbaty, mam inne powiedzenie: „Kiedy nie można nic zrobić, po prostu nie rób nic”.

            To wydaje się oczywiste, ale to może także uratować ci życie.

Opowiastka pochodzi z książki: A. Bram, Opowieści buddyjskie dla małych i dużych. Otwierając wrota Twojego serca, tł. I. Madej, Białystok 2012, s. 121-123.

Zostań patronem mojego bloga

Lubisz mój blog? Cenisz treści, które dla Ciebie tworzę? Zastań patronem mojego bloga! Twórzmy ten blog wspólnie.

Wspieram rozwój bloga

W drodze do raju

Krystyna Bezubik, Raj na kredyt

“Na tablicy ogłoszeń, pod hasłem “lokale”
Przeczytałem przedwczoraj ogłoszenie ciekawe
Na tablicy ogłoszeń fioletowym flamastrem
Ktoś nabazgrał słów kilka, dziwna była ich treść
Na tablicy ogłoszeń fioletowym flamastrem
Ktoś nabazgrał słów kilka, dziwna była ich treść

Niebo do wynajęcia
Niebo z widokiem na raj”

Tak śpiewa Robert Kasprzycki. A bohaterka uznała, że odnajdzie ten raj i wyruszyła w podróż, dość banalnie, bo pociągiem.

Czytaj dalej W drodze do raju