Chciałabym się kiedyś przenieść w czasie. Najlepiej w okres
Młodej Polski, by wypić wódkę z Przybyszewskim, porozmawiać z Micińskim i z
Żeromskim. Chciałabym też poznać Marię Komornicką i przekonać się, co tak
naprawdę kazało jej zmienić się w Piotra Własta. Tak, marzy mi się romans z
przeszłością i okresem, którym się długo zajmowałam naukowo.
CPomysł na artykuł o bohaterkach Sienkiewicza pojawił się w mojej głowie już jakiś czas temu. Krążył w mojej świadomości, wiercił dziurę w brzuchu i domagał się, abym mu się przyjrzała. A mimo to do tego artykułu podchodziłam kilka razy. Jakoś nie mogłam przemóc dziwnego wewnętrznego oporu. Może wynika to z tego, że nie jestem miłośniczką prozy Sienkiewicza? A może z czegoś innego?
Prawdę mówiąc, jako nastolatka zaczytywałam się Quo vadis, Trylogią. Dla mnie to nie były nudne lektury szkolne, przez które
musiałam przebrnąć. Dopiero teraz widzę, ile w tych powieściach nacjonalizmu,
grafomaństwa i zwykłego kiczu. Ale jednak proza Sienkiewicza miała na mnie
wpływ. Nie bez znaczenia jest, że czytałam ją w czasach, gdy kształtowała się
moja kobiecość. To właśnie częściowo z Trylogii
wyniosłam niektóre wzorce zachowań. Tym
bardziej czuję potrzebę, by przyjrzeć się typom kobiecym u Sienkiewicza. Nie
sięgam w tej chwili po całą twórczość, ale po kilka kluczowych dla mnie postaci
z Trylogii, Quo vadis i Krzyżaków.
–
Takie z was feministki, a równouprawnienie się kończy, gdy trzeba nosić worki z
cementem – rzucił Pan Ktoś jako odpowiedź na wpis na blogu pewnej kobiety.
Właściwie
nie musiał to być wcale komentarz na blogu. Niejeden Pan Ktoś z lubością
powtarza to zdanie z lekkim uśmiechem, czasem rechotem i wyraźną kpiną w
głosie. Na jego twarzy często maluje się samozadowolenie z własnej elokwencji i
może dochodzi jeszcze myśl, że zagonił rozmówczynię w kozi róg.
Na liście lektur do matury na 40 się
pojawiających nazwisk przypada tylko 6 kobiet. Czy to znaczy, że kobiety nie
pisały? Pisały, tylko są pominięte lub omawiane w sposób tendencyjny. Jeżeli
książka „Brakująca połowa dziejów” przypomina zapomnianą historię kobiet, tak
samo konieczne jest przypomnienie zapomnianej połowy literatury.
Kilka lat temu byłam zaangażowana w organizację trzech Podlaskich Kongresów Kobiet. Pamiętam, jedno z pierwszych spotkań. Ja – entuzjastka, zachwycona tym, że biorę udział w czymś ważnym – powiedziałam coś w tym stylu: „przecież jesteśmy feministkami” albo „my jako feministki”. Wybacz nie pamiętam dokładnie, ale za to dokładnie pamiętam reakcję obecnych kobiet; odpowiedź jednej z nich: „My nie jesteśmy feministkami”.
Kilka dni temu poszłam na próbę – naukę układu tanecznego do
wydarzenia Nazywam się Miliard (One billion rising). Jedna z obecnych zaczęła
mówić o idei wydarzenia: „To dotyczy nas, kobiet. Wszystkich kobiet i wcale nie
jest to wydarzenie feministyczne”. Gdy ktoś zaprotestował, kolejna część
wypowiedzi była w stylu: „Lepiej nie używać słowa feminizm, bo wtedy zraża się
ludzi; bez etykiety >>feminizm<< przyjdzie więcej ludzi”.
Czyżby hipokryzja?
W pierwszym momencie takie wypowiedzi mnie dziwią. Jak można
mówić o wydarzeniach kobiecych, wspierających kobiety do głośnego mówienia o
tym, co dla nas ważne, że nie są wydarzeniami feministycznymi? Jak kobiety,
którym zależy na losie innych kobiet, na sprawiedliwości społecznej, że nie są
feministkami? Pierwsza powierzchowna odpowiedź mogłaby brzmieć: hipokryzja.
Jednak odnoszę wrażenie, że, że tu chodzi o coś więcej, o coś głębszego. To nie
kwestia pojedynczego wyboru, ale atmosfera społeczna, która sprawia, że
największa obelga świata brzmi: „feministka”.
1. Wykorzystuję pliki cookies w celu prawidłowego działania strony, korzystania z narzędzi analitycznych i marketingowych oraz zapewniania funkcji społecznościowych. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności.
2. Pozostawiając komentarz na mojej stronie, wysyłając do mnie wiadomość, przekazujesz mi swoje dane osobowe. Są one u mnie bezpieczne! Czy się zgadzasz? AkceptujęWięcej informacji