Na liście lektur do matury brakuje kobiet

Na liście lektur do matury brakuje kobiet

Na liście lektur do matury na 40 się pojawiających nazwisk przypada tylko 6 kobiet. Czy to znaczy, że kobiety nie pisały? Pisały, tylko są pominięte lub omawiane w sposób tendencyjny. Jeżeli książka „Brakująca połowa dziejów” przypomina zapomnianą historię kobiet, tak samo konieczne jest przypomnienie zapomnianej połowy literatury.

Na początku było…

Rzeczywiście dopiero statystycznie znacząca liczba piszących kobiet pojawia się w XIX wieku, jednak na ten fakt znacząco wpłynęły uwarunkowania społeczne; dostęp do wykształcenia, umiejętność pisania i czytania, która nie była tak oczywista jak dzisiaj, nawet wśród rodzin królewskich i arystokratycznych. Ale czy rzeczywiście fakt, że jednak pojawiały się kobiety, które w ogóle pisały (Drużbacka, Gertruda Mieszkówna) lub zmawiały dla siebie modlitewniki („Psałterz floriański”, „Modlitewnik siostry Konstancji”) jest bez znaczenia?

Później jest lepiej?

Wbrew pozorom podejście do piszących kobiet w XIX czy XX wieku niewiele się zmienia. Na liście lektur pojawia się tylko jedno dziewiętnastowieczne nazwisko – Eliza Orzeszkowa i jej powieść Nad Niemnem. Na to miejsce już nie zasłużyła Maria Konopnicka, choć przynajmniej jest znana i jej teksty pojawiają się w programach nauczania. Tylko, że „współcześnie zbyt łatwo ogranicza się Konopnicką do roli autorki wierszy o tematyce społecznej czy też utworów dla dzieci. A przecież autorka Roty była nie tylko matką ośmiorga dzieci (dwoje zmarło), ale jedną z najważniejszych intelektualistek XIX wieku”*. A na pewno nie była kurą domową, której od czasu do czasu zdarzało się pisać wiersze.

Za to całkowicie nieznana pozostaje Maria Komornicka, której biografia mogłaby stanowić kanwę niezłego filmu. Jeżeli Francuzi mogą stworzyć film o Camille Claudel i jej chorobie psychicznej, dlaczego w naszej świadomości nie może zaistnieć młodopolska poetka, która postanowiła być mężczyzną? A co z dwudziestoma pozostałymi autorkami z antologii Poetki przełomu XIX i XX wieku, które nie mają szansy wyjść poza  akademickie opracowania? Co ze współczesnością? Czy rzeczywiście poza Wisławą Szymborską i Ewą Lipską nie ma ciekawej współczesnej liryki?

A tak na koniec

Ktoś mi ostatnio zwrócił uwagę, że nie powinno się pisać oddzielnie o kobietach i mężczyznach, że są tylko ludzie. Zgadzam się, że w pierwszej kolejności jesteśmy ludźmi. Nie zgadzam się, że nie powinno się spraw kobiecych poruszać oddzielnie. Nasza historia i współczesność pokazuje, że rola kobiet była i często nadal jest pomijana w opisie rzeczywistości. Jeśli się o czymś nie mówi, to nie istnieje. Jeśli nie mówi się o twórczości kobiet ta paradoksalnie przestaje mieć znaczenie i znika ze świadomości. Nie mam na myśli tylko listy lektur szkolnych, bo sytuacja powtarza się również w podręcznikach akademickich.

Czy rzeczywiście literatura polska ma się ograniczać do Sienkiewicza, który wielkim pisarzem wcale nie był?

*Krystyna Bezubik, Maria Konopnicka – poetka metafizyczna, „Polonistyka”, 2011, nr 1, s. 41.